Na pokuszenie mnie powiódł ten niecnotliwy Niemiec, ale zaraz pomyślałem sobie: Nie będziesz mu po woli, to zgubisz ciało; będziesz, to zgubisz i ciało, i duszę. Teraz mam czyste sumienie i niczego się w sercu moim sromać nie potrzebuję, a jeżeli obrócę, przez chciwość będę zdrajcą i złodziejem. Niechajże się ze mną stanie, jako chce, ale wierności dochowam i przysięgi mojej nie złamię. Chcę tedy Fokowi zaraz tak odpowiedzieć, kiedy naraz odzywa się silne pukanie do drzwi. Fok powstał szybko z zydla, popatrzył na mnie, a potem dokoła izby, jakoby szukał, gdzieby mnie schować.

— Kto tam? — zapytał, a mnie dał znak, abym milczał.

— Otwórzcie, proszę, panie Fok, to my obadwaj, ja i pan Mordach — odezwał się głos za drzwiami.

Poznałem zaraz — był to głos hajduka Kajdasza! Struchlałem, pewien już tego, żem stracony! We dwa ogniem się dostał, między dwie paszcze smocze! Na lewo wróg, na prawo wróg, a ja bezradny pośrodku; jeno czekać, który będzie pierwszy, co mnie we szpony chwyci! Zdało mi się tak, jakbym w przepaść leciał, a na dnie śmierć widział!

Ale inaczej się stało. Nie tyłkom ja nastraszył się tych gości; pan Fok także bardzo im był nierad. Rozglądnął się szybko po izbie, potem nagle chwycił mnie za rękę i powiódł do jakichś niskich drzwiczek, o których ja myślałem, że to jest ścienna aimaryjka do chowania sukien, otworzył je, pchnął mnie jakby w jakąś czeluść ciemną i te drzwiczki na klucz za mną zamknął. Zleciałem gdzieś, jakby na jakieś schody wąziutkie i strome, ledwiem się na nich zatrzymał, a dokoła mnie była ciemność jak w piwnicy.

X. Ucieczka

Macając kolo siebie poznałem, że jestem na wąskich schodkach, które w dół prowadzą, ale co tam na dole, w ciemności widzieć się nie dało. W górze nad sobą widzę tylko światełko z izby, co się przedzierało przez szczelinki tych drzwiczek, którymi mnie Fok wyprawił tak nagle. Podlazłem tedy wyżej pod same drzwi i słucham, co mówią w izbie.

— A to źle jest — słyszę głos Foka — kiedy tego chłopca nie macie jeszcze.

— Z ratusza zaraz posłano pachołków do pana Spytka — imówi Kajdasz — ale go tam nie było. Wyszedł rano i jeszcze nie wrócił.

— To i nie wróci — powiada Fok.