— Józek! Nie wychliptuj mleka!
— To dolejcie!
— Jo ci doleję, ty psio pokrako! Przydzie cas żebyś zjodł suchuteńkiego ziemnioka, jescebyś łapy oblizoł.
Stary, zapatrzywszy się w okno, pochylił łyżkę. Mleko z niej wylało się na ziemię.
— E jakze ty jes, weredo? — szturknęła go styliskiem baba.
Nie odpedział jej jeszcze, kiedy coś zadudniło w sieni, a potem drzwi zaskrzypiały na zawiasach.
Obejrzeli się wszyscy. Na progu stanął chuderlawy chłopina.
— Niech bedzie pochwalony!
— Na wieki wieków! Witacie kumotrze!
— Podź-cie dalej! Zeprzyjcie sie...