— Niczemu się, moiściewy, dziwować nie trza... rzekł ostentacyjnie pisarz.
Rozmowa się powiązała, i z drugą kolejką urosła w hałaśliwą gwarę. Każdy się do Cyrka zwracał, każdy chciał z nim mówić.
— E każ-eście się zabrali? — pytali go.
— Do folusza...
— We święto?
— Dyć kież pódę? W robotny dzień czasu nima, a tu portczęta ladaco...
Wyciągnął nogę.
— Słusznie macie kumie — ozwał się polowy — ale też uwazujcie na niedzielę, uwazujde, bo to grzech.
Cyrek się roześmiał.
— Jakby wam cielę zdechło w niedzielę... nie ratowalibyście?