Już przeszło obok sporo ludzi, a chłop zaciął się i nie zapytał o babę. Pochwalili Boga, dali szczęścia i poszli dalej... Paru zatrzymało się przy nim. Mieli chętkę pogwarzyć i odpocząć choć na jeden moment.
— Dobrze się wam orze?
— E! tak ta. Skale i skale, nic więcej.
— A wasza kany?
— Poszła ku kościołu.
Już nie mógł wytrzymać, żeby się nie spytać.
— Idzie ta? nie widzieliście?
— A dyć idzie za nami, hań, koło potoka — ozwał się jeden z nadchodzących.
Chłop spojrzał.
— W samy rzecy!... — rozwidniła mu się twarz. Synek się roześmiał.