— Ukąś-że i ty, boś głodny.
— A cóż będziesz święcić?
— Nie turbuj się, Bartuś! Upiekę chleb, zaniesę i będzie...
Siedzieli w milczeniu jakiś czas, a słońce spadało zwolna na zachód, nad Zimne Doliny.
— Słonko poczyna się mglić...
— Żałoba idzie od Jerozolimy...
— Idzie na cały świat...
— Smutek na ludzi...
Przyciszonym głosem wyrywały się nabożne słowa, płynąc melodją na wieczność, w opustoszałą dal... Nastrój dziwny ogarnął skupioną na roli gromadkę.
— Nie będziesz orał? — odezwała się żona z prośbą w głosie.