Tereska, rada nie rada, musiała słuchać. Wyjęła leniwie ręce, opłukała w ciepłej wodzie, odwinęła rękawy i przeszła z koszykiem do piwnicy.
Matka tymczasem wymiesiła do reszty ciasto, zarobiła drożdże i ustawiła niecki na piecu.
— W cieple może się prędzej ruszy... — szepnęła do siebie i zabrała się do gniecenia bryndzy na szerokiej misce, lejąc mleko słodkie i bijąc pół kopy jaj.
Dwaj chłopcy przybliżyli się ku niej.
— Mamusiu, co to będzie? — zapytał nieśmiało młodszy.
— Kołacze będą...
— Dziś?... — spytał starszy.
— Dziś póst... nie wiesz o tem? Wilija...
— To nic nie będziemy jeść, bo mama powiedziała Teresie, że dopiero na wieczór ugotuje...
— Na wiliją... — oświadczyła matka.