— Zmizerowałaś się, Hanuś! — szepnął gładząc ją pieściwie po twarzy.
— Jakże... tylam przeniesła350, tylam się wyczekała...
— Zapracowała się kobieta — ozwał się Rocho.
— To i wy jesteście! Całkiem o was przepomniałam! — jęła go witać i całować po rękach, on zaś rzekł żartobliwie:
— Nie dziwota. Obiecałem go wam przywieść, to go sobie macie...
— A mam! Mam! — zawołała stając w nagłym podziwie przed Antkiem, wybielał bowiem, wydelikatniał i taki się widział351 urodny, mocarny, pański, jakby zgoła kto drugi, pojąć tego nie mogła.
— Przemieniłem się to, co tak po mnie ślepiasz?
— Niby nie, ale całkiem jesteś jakiś zgoła inakszy.
— Poczekaj, pójdę w pole do roboty, to zarno będę jak przódzi352.
Skoczyła naraz do izby po najmłodsze dziecko.