Witek poszedł za nimi trop w trop, rozpowiadając potem, jako wstępowali do sołtysa i próbowali zazierać1054 do poniektórych okien jeszcze oświetlonych, jeno co1055 pieski tak naszczekiwały, że nie poredziwszy nikaj zajrzeć kryjomo1056, z niczym odeszli.
Ale to zdarzenie tak jakoś dziwnie rozebrało Antka, że skoro jeno1057 został sam na sam z żoną, zaczął się wyznawać z utrapień.
Słuchała z bijącym sercem, uważnie, nie przepuszczając ani jednego słowa, dopiero kiej1058 w końcu zapowiedział, jako1059 im już nic nie pozostaje, jeno1060 przedać1061 wszystko i uciekać we świat, choćby do Hameryki, stanęła przed nim pobladła kieby1062 ściana.
— Nie pódę1063 i dzieci na zatratę nie pozwolę! — wyrzekła groźnie — nie pódę! A jak mnie przyniewolisz, to siekierą łby dzieciom porozbijam, a sama choćby do studni! Prawdę mówię, tak mi, Panie Boże, dopomóż! Zapamiętaj to sobie! — krzyczała klękając przed obrazami jakby do uroczystej przysięgi.
— Cichoj! Dyć1064 jeno1065 tak mówię!
Wytchnęła nieco i rzekła ciszej, ledwie już łzy powstrzymując:
— Odsiedzisz swoje i wrócisz! Nie bój się, dam se radę... nie uronię ci ni zagona, jeszcze me1066 nie znasz... nie popuszczę z pazurów. Pan Jezus pomoże, to i taki dopust udźwignę — płakała cicho.
Medytował długo i w końcu powiedział:
— To bedzie1067, co Bóg da! Trza1068 poczekać na sprawę.
Że na nic się zdały chytre kowalowe zabiegi.