— A ja wam powiedam, że wszystkiemu winien wójt i młynarz.
— Prawda, najwięcej namawiali a straszyli — przyświarczył Stacho Płoszka.
— A że naczelnik groził, to jakby wiedział już o Rochu — ktoś szeptał.
— Jak nie wie, to mu powiedzą. Znajdą się takie!
— Kaj strażniki? — zapytał Grzela niespokojnie.
— Poszli jakby w stronę Lipiec.
Grzela zakręcił się po karczmie i ani spostrzegli, jak się wyniósł i szedł ku wsi miedzami, rozglądając się pilnie dokoła.
IX
Antek obzierał się za gromadą kieby ten kot odpędzony od miski, a rozważał, czyby nie zawrócić. Lecz widząc następujących strażników, powziął nagle jakąś myśl, bo wyłamał po drodze sporą gałąź i wsparłszy się o płot, obstrugiwał, pasując do ręki a zważając na burków1109, którzy, chociaż szli jak mogli najpowolniej, zrównali się z nim pokrótce.
— Kajże to pan starszy, na prześpiegi? — zagadał urągliwie.