— Skąd! Przecieśma Polaki, a nie Niemcy czy to jakie drugie.
— Któż to was tak namówił? — pytał ciszej, pochylając się ku niemu.
— Dzieci też i bez nauczyciela przychodzą do rozumu — odrzekł wykrętnie.
— Widzę, że Roch nie na próżno kręci się po wsiach — ciągnął tak samo.
— A wespół z panowym stryjaszkiem, jak mogą, tak naród nauczają — wtrącił z naciskiem, patrząc mu bystro w oczy.
Dziedzic zakręcił się jakoś niespokojnie, zagadując o czym innym, ale Antek z rozmysłem wracał do tej sprawy i do różnych chłopskich bolączek, wyrzekając cięgiem na ciemnotę i opuszczenie, w jakim naród żyje.
— A bo nikogo nie słuchają! Wiem przecież, jak księża pracują nad nimi, jak nawołują do pracy, ale to wszystko groch na ścianę.
— Hale, kazaniem tyle pomoże co umarłemu kadzidłem.
— Więc czymże? Zmądrzałeś, widzę, w kryminale — rzucił z przekąsem, aż Antek poczerwieniał, łypnął ślepiami, ale odrzekł spokojnie:
— A zmądrzałem, bo wiem, że wszystkiemu złemu winni panowie.