— Kto tam? — wstrzymał się niespokojnie.
— Jesteśma! Swoi!
— Nogi mi się już plączą, że odpocznę nieco — rzekł, rozsiadając między nimi. Jagusia zwaliła toboł i przysiadła nieco z boku, pod krzyżem, w głębokim cieniu brzóz.
— Żebyście ino nie mieli jakich nowych kłopotów...
— I... Gorsze, że ano idziecie już od nas! — powiedział Antek.
— Być może, iż kiedyś powrócę, być może!
— Psiekrwie, żeby człowieka gonić jak tego psa zepsutego! — buchnął Mateusz.
— I za co, mój Boże, za co? — jęknął Grzela.
— Że chcę prawdy i sprawiedliwości la narodu! — ozwał się uroczyście.
— Każdemu jest na świecie źle, ale już najgorzej sprawiedliwemu.