A Jasio, nawet nie rozumiejąc, czemu go tak obchodzi Jagusina osława1134, przeżuwał matczyne słowa niby te kolczate osty, dławił się nimi, sycąc duszę ich piołunową gorzkością.
— Toś ty taka, Jaguś?! Toś ty taka! — skarżył się z żałosnym wyrzutem, że gdyby się była w tej chwili zjawiła, odwróciłby się od niej ze wzgardą i gniewem.
Albo to mógł spodziewać się czegoś podobnego? Że nawet w myślach nie postały mu takie straszne rzeczy. Rozważał je jednak z coraz większą udręką i już sto razy się zrywał, aby do niej bieżyć, aby stanąć do oczów i rzucić jej w twarz tę całą litanię grzechów... Niech posłyszy, co mówią o niej, i niechaj się wyprze, jeżeli może... Niech głośno powie: „Nieprawda!”. Dumał gorączkowo, ale coraz głębiej wierzył w jej niewinność i ogarniał go żal, i wstawała w nim cicha tęsknota, i budziły się jakieś słodkie, radosne przypomnienia spotykań, a jakiś słoneczny tuman niepojętej rozkoszy przysłonił mu oczy i serce dręczył, że naraz się zerwał i zaczął krzyczeć jakby do wszystkiego świata:
— Nieprawda! Nieprawda! Nieprawda!
Ale przy kolacji uparcie patrzył w talerz, unikając matczynych oczów. I chociaż mówiono o śmierci Jagaty, nie wtrącał się do rozmowy, a jeno cięgiem matyjasił, przebierał w jadle, sprzeciwiał się siostrom, wyrzekał na gorąc w izbie i skoro tylko sprzątnęli miski, poniósł się na plebanię. Proboszcz siedział se na ganku z fają w zębach i cosik pilnie pogadywał z Jambrożem. Obszedł ich z dala i spacerując kajś pod drzewinami, frasobliwie medytował: „A może to i prawda?! Mama by sobie tego nie stworzyła”.
Z okien plebanii lały się smugi światła na klomb, gdzie baraszkowały pieski warcząc na się przyjacielsko, a z ganku roznosił się grubachny głos.
— A jęczmień na Świńskim Dołku obejrzałeś?
— Słoma jeszcze ździebko zielona, ale ziarno już kiej pieprz.
— Trza by ci jutro przewietrzyć ornaty, na nic spleśnieją. Komżę i alby zanieś Dominikowej, niech Jagusia upierze. Ale kto to był po południu z krową?
— Któryś z Modlicy. Młynarz spotkał go na moście i próbował przeciągnąć do swojego byka, obiecywał go nawet dopuścić za darmo, ale chłop wolał naszego...