Jaguś wnet wpadła do izby i stanęła w pośrodku kiej wryta, nie mogąc wykrztusić ani słowa.
Właśnie byli Macieja przyodziewali w czystą koszulę.
— Pomarli! — jęknęła wreszcie, wtapiając w niego zestrachane, nieprzytomne oczy; strach ją chycił za gardło i serce jakby się zakrzepło na lód, że ledwie dychać poredziła28.
— Nie wiedzieliście to? — pytał Jambroż łagodnie.
— U matki spałam, a Witek co ino29 przyleciał powiedzieć. Nie żyje to, naprawdę? — zapytała nagle, przystępując do niego.
— Juści, co nie do ślubu go rychtujem30, a jeno do trumny.
Nie mogła jeszcze zrozumieć; wsparła się o ścianę, gdyż się jej widziało, jakoby ją morzył ciężki śpik31 i zmora dusiła, a ona nie poredzi się przebudzić, jeno się kala32 cała w potach i w męce strachu. I co trochę wychodziła z izby, i powracała, nie mogąc oderwać oczów od trupa; i co trochę zrywała się kajś uciekać, a ostawała; i co trochę leciała za dom, na przełaz, i nic niewidzący, patrzyła po polach albo siadała na przyzbie33 w podle34 Józki, która buczała, drąc włosy i krzycząc żałośnie:
— O mój tatulu jedyny! O mój tatulu!
Juści, co wszystko obejście i dom pełne były tych płaczów i lamentliwych szlochań, a ona tylko jedna, chocia się w niej trzęsła każda kosteczka i jakieś ciężkie bolenie spierało35 pod piersiami, nie puściła ni jednej łzy, nie poredziła krzyczeć, a jeno chodziła błędna, świecąc oczami zapiekłymi w zgrozie.
Szczęściem, że Hanka wrychle36 się opamiętała i chociaż jeszczech popłakujący, a już dawała baczenie na wszystko i rządziła jak zwykle, że kiej przylecieli kowalowie, całkiem była ostygła.