Miemce przejeżdżały stępa, ledwie się przeciskając przez gęstwę wozów i koni, ale żaden nawet przed kościołem nie zdjął kaszkietu ni kogo pozdrowił. Jeno oczy się im jarzyły i brody trzęsły — jakby ze złości. Poglądali w naród hardo kiej te zbóje.
— Pludraki173, ścierwie!
— Kobyle syny!
— Świńskie podogonia!
— Sobacze174 pociotki!
Posypały się wyzwiska kiej kamienie.
— A co, na czyjem stanęło, Miemce? — krzyknął ku nim Mateusz.
— Kto kogo przeparł?
— Strach wam chłopskiej pięści, co?
— Poczekajta, dzisiaj odpust, zabawimy się w karczmie!