— Wynosił sie, puszył, przewodził, a teraz zapłaci za swoje państwo!
— To mogą mu zabrać gospodarkę?
— A mogą! Zaś kiejby182 nie chwaciło183, to se resztę odsiedzi w kreminale — gadała Jagustynka. — Używał, jucha, niechże teraz pokutuje.
— Dziwno mi też było, co nawet na pogrzebie się nie pokazał.
— Cóż mu ta Boryna, kiej on z wdową przyjacielstwo trzyma.
Przycichły, bo tuż przed nimi jawiła się Jaguś, prowadząca matkę; stara szła przygarbiona i z przewiązanymi jeszcze oczami, ale Jagustynka nie przepuściła okazji.
— Kiedyż Szymkowe wesele? Ani się kto spodział, co dzisiaj spadną z ambony! Juści, trudno chłopakowi wzbronić, kiej mu już obmierzły dziewczyne roboty. Nastusia go teraz wyręczy... — dojadała z prześmiechem.
Dominikowa sprostowała się nagle i twardo rzekła:
— Prowadź, Jaguś, prędzej prowadź, bo me jeszczek ugryzie ta suka.
I poszła śpiesznie, jakby uciekając, a Płoszkowa zaśmiała się cicho: