— La wszystkich latoś196 ciężki przednówek197 — szepnęła Weronka.
— Prawda, ale na gorzałkę to nikomu nie zbraknie.
Józka wetknęła mu w garść michę. Jął skwapliwie pojadać.
— Powiedali na smętarzu — ozwał się znowu — co Lipce mają się dzisiaj godzić z dziedzicem. Prawda to?
— Dostaną, co im się należy, to może się i ugodzą — rzekła Hanka.
— A Miemce się już wyniesły, wiecie? — wyrwał się Witek.
— Żeby ich morówka198 zdusiła! — zaklął, wytrząsając pięścią.
— To i was pokrzywdzili?
— Zaszedłem do nich wczoraj z wieczora, to me psami wyszczuli. Heretyki ścierwy, psie nasienia. Pono Lipczaki tak im dopiekali, że musiały uciekać! Ze skóry bym takich obłupiał, do żywego mięsa — pogadywał, sielnie wygarniając z miski; a skończywszy, napasł swojego pieska i jął się dźwigać z przyźby.
— Żniwna pora, to pilno wam do roboty — zaśmiał się Pietrek.