— I lepiej ci teraz na woli? — prześmiechała się z jego hardości.

— Wypuść ptaszka z garści, to obaczysz! Zapowiedzie słyszałaś?

— Kiedyż ślub?

Nastusia przygarnęła się tkliwie, obejmując go wpół.

— A za trzy niedziele, jeszcze przed żniwami — szeptała spłoniona.

— I choćby w karczmie wyprawię! A matki prosił nie będę.

— Masz to już kaj zawieźć kobietę?

— A mam. Jakże, na drugą stronę do matki się wprowadzę. Szukał po ludziach komornego nie będę. Niech mi jeno mój gront207 odpiszą, to radę sobie dam! — przechwalał się sierdziście208.

— Pomogę mu, Jaguś, we wszyćkim pomogę — przytwierdzał Jędrzych.

— Przeciech i my Nastusi we świat gołkiem nie dajemy. Tysiąc złotych dostanie gotowymi pieniędzmi — wyrzekł Mateusz.