— Wyjrzyj no, ktosik jest w ganku.
Ale nim zdążył, jakiś obwalony śniegiem człowiek stanął w progu, pochwalił Boga, otrzepywał czapkę o buty i rozglądał się po izbie.
— Pozwólcie się ogrzać i wytchnąć nieco! — rzekł prosząco.
— Siadajcie, Witek, przyrzuć na ogień — zarządziła zmieszana.
Nieznajomy siadł przed kominem, ogrzał się nieco i zapalił fajkę.
— Borynowy to dom, Macieja Boryny? — zagadnął odczytując z papierka.
— Juści, Borynowy — przytwierdziła ze strachem, bo się jej uwidziało, że to jakiś z urzędu.
— Ojciec w domu?
— Mój121 poszli na wieś.
— Poczekam, pozwólcie, że posiedzę przed ogniem, przemarzłem.