A koło stawu natknął się na Antka, wracającego z roboty, pies się rzucił do niego przyłaszać, szczekać i skomleć radośnie, aż go Antek jął głaskać.
— Dobry pies, poczciwy, dobry! Skąd to wracasz, Witek?
Witek opowiedział wszystko, juści, że o pieniądzach nie rzekł.
— Zajrzałbyś do dzieci kiedy.
— Przyletę, przyletę, nawet la124 Pietrusia zrobiłem wózik i jednego cudaka...
— Przynieś go, naści dziesiątkę, byś nie zabaczył125!
— A to chybcikiem przylecę, obaczę ino, czy gospodarz nie przyszli...
— Nie ma ich to w domu? — rzekł niby obojętnie, ale aż zadygotał.
— A u młynarza radzą cosik z dziedzicem i z drugimi!
— Gospodyni w domu? — zapytał ciszej.