— A mnie też nieletko, nie...
— Myślałaś to kiej o mnie, Jaguś, myślałaś?...
— Mogłam to nie myśleć, kiej mi cięgiem do głowy przychodzisz, cięgiem, że już rady nijakiej dać sobie nie mogę. Prawda to, żeś o mnie pobił Mateusza?
— Prawda. Cyganił o tobie, tom mu pysk stulił, a każdemu zrobię to samo!
Drzwi trzasnęły od chałupy i ktosik prędko leciał przez podwórze, prosto do obory, że Antek ledwie zdążył skoczyć do żłobów i tam przywarować.
— A to Józia kazała przynieść cebratki, bo świniom trza żarcie narządzać.
— Weź obie, weź! — ledwie wykrztusiła.
— Kiej łysula nie wypiła jeszcze, potem przyletę.
Witek pędem poleciał, słychać było, jak znowu drzwi trzasnęły, dopiero Antek się wysunął z ukrycia.
— Wróci ścierwa... pójdę pod bróg, zaczekam... wyjdziesz, Jaguś?