— Pleciuch baba, tak dzisiaj najurzyła u Szymków, że sołtysowa sklęła się z wójtową, i żeby nie ludzie, do bicia by przyszło.
— A bo jej pozwalają przewodzić.
— I ustępują kiej przed czym poczciwym.
— Nikto się nie znajdzie, żeby jej zapłacił za te ciągłe swary i kłyźnienia201.
— Przeciech wiedzą wszyscy jaka, to czemu szczekaczowi wiarę dają.
— Juści, kto wymiarkuje, kiedy prawdę powie, a kiej scygani!
— Wszystko jest bez202 to, że każda rada słucha na drugą — zakończyła Płoszkowa.
— Niechby się mnie czepiła, nie darowałabym! — wykrzyknęła Tereska żołnierka203.
— Hale, jakby o tobie co dnia nie pyskowała po wsi — szepnęła urągliwie Balcerkowa.
— Słyszeliście, przywtórzcie! — zakrzyczała rozczerwieniona, boć wiadomym było, że z Mateuszem dobrze się znała.