— Dyć czekam na cię z godzinę — szepnął z wymówką.
— Mogłeś nie czekać, kiej ci było gdzie indziej potrza — burknęła niechętnie rozglądając się dokoła, noc bowiem była dość widna, deszcz ustał, ino zimny, suchy wiatr pociągał od lasów i z szumem bił w sady.
Przygarnął ją do siebie mocno i zaczął całować po twarzy.
— Gorzałka jedzie od ciebie kiej z kufy! — szepnęła odchylając się z obrzydzeniem.
— Bom pił, śmierdzi ci już moja gęba.
— Hale, o gorzałcem myślała jeno! — powiedziała miękciej i ciszej.
— Byłech i wczoraj, czemuś to nie wyszła?
— Ziąb był taki, a i roboty przeciech mam niemało.
— Prawda, a i starego też musisz pieścić i pierzyną przyokrywać! — syknął.
— A przeciech, bo to nie mój chłop! — rzuciła twardo i niecierpliwie.