Stała w czapce granatowej na głowie, a drugą jeszcze targowała.

— Obaczcie no, Macieju, bo ten żółtek powiada, że dobra, a pewnikiem cygani...

— Galanta, la Jędrzycha?

— Juści, Szymkowi już kupiłam.

— Nie za mała to będzie?

— Takusińką ma ci głowę kiej moja...

— Piękny z ciebie byłby parobeczek...

— Abo i nie! — zawołała zuchowato, bakierując nieco czapkę...

— Wnetki by cię tu godziły do siebie...

— Hale... inom za droga do służby. — Zaczęła się śmiać.