— A dyć i kowal umieją...
— Ale, podzieliłby się kiej wilk z owcą.
— Magdzie będzie markotno, że to nasza krowa, a ona nawet nie obaczy.
— To la Magdy wytnij jaką sztuczkę i zanieś, ale kowala nie wołaj.
— Dobryście, tatulu, dobry.
— Hale, córuchno, hale! Pilnuj tutaj, a już ci bułeczkę przywiezę abo i co.
Podjadł se niezgorzej, opasał się pasem, przygładził poślinioną dłonią zwichrzone i rzadkie włosy, ujął bat i jeszcze się rozglądał po izbie...
— Bym czego nie przepomniał. — Chciało mu się zajrzeć do komory, ale się powstrzymał, bo Józka patrzała, więc się przeżegnał i ruszył.
A już z wasąga, zbierając w garść parciane lejce, rzekł Józce na ganek:
— Skończą ziemniaki, to zaraz iść grabić ściółkę, kwitek jest za obrazem. A niechta zetną jakiego grabka albo i chojkę — przyda się.