Potem o pobicie chłopaka za wypasanie końmi koniczyny.

Pogodzili się — matka dostała pięć rubli, a chłopak nowe portki i lejbik.

Sprawa o woranie się53.

Odłożona z braku dowodów.

Sprawa o kradzież leśną w borze sędziego; stawał rządca — oskarżeni chłopi z Rokicin.

Skazani na kary pieniężne lub odsiedzenie w areszcie po dwa tygodnie.

Nie przyjęli wyroku, pójdą do apelacji.

I tak głośno zaczęli wykrzykiwać na niesprawiedliwość, bo las był wspólny, serwitutowy, aż sędzia skinął na Jacka, i ten zagrzmiał:

— Cichojta, cichojta, bo tu sąd, nie karczma.

I tak szła sprawa za sprawą, kieby skiba za skibą, równo i dość spokojnie, czasem tylko podnosiły się skargi abo chlipanie, abo i przekleństwo, ale te Jacek wnet przyciszał.