A drogą często ktoś przechodził i pozdrawiał jedzących, że hurmem odpowiadali.
— Pono ptaszki nosiłeś dobrodziejowi? — zagadnął Boryna.
— Nosiłem, nosiłem! — Położył z nagła łyżkę i jął opowiadać, jako go to ksiądz wezwał na pokoje, jako tam pięknie, że tyla księgów.
— Kiedy to on wszystkie przeczyta? — ozwała się Józia.
— Kiedy? A wieczorami! Chodzi se po pokojach, popija arbatę i cięgiem czyta.
— Musi być... nabożne wszyćkie — wtrącił Kuba.
— Przeciech nie lementarze60.
— A gazety to co dnia stójka przynosi — dorzuciła Hanka.
— Bo w gazetach piszą, co się dzieje we świecie... — ozwał się Antek.
— I kowal z młynarzem trzymają gazetę.