— Nie wymawiam ci i ja...

— Ino kto drugi?... Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą...

— We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko...

— Pewnie, że jest lepiej.

— To se idź i posmakuj.

— Z gołymi rękami nie pójdę.

— Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać.

— Ociec! — wrzasnął Antek zrywając się z ławki, ale opadł zaraz, bo Hanka ujęła go wpół, a stary popatrzył groźnie, przeżegnał się, jako że już było po obiedzie, i odchodząc do izby rzekł twardo:

— Na wycug do ciebie nie pójdę, nie!

Porozchodzili się zaraz, ino Antek ostał na ganku i medytował; a Kuba wyprowadził konie na koniczysko za stodoły, uwalił się pod brogiem, aby się przespać, ale spać nie mógł, ciężyło mu w żywocie jedzenie, a i ta myśl, że gdyby miał jaką strzelbę, to by mógł tyle ustrzelać ptaszków abo i zajączka niektórego, że co niedzielę nosiłby dobrodziejowi.