Na kapuśniskach nie było jeszcze nikogo, jeno1445 czajki kołowały nad zagonami, a boćki chodziły kiwający, pilnie bobrując1446. Pachniało bagnem i surowizną tataraków a trzcin, co poobsiadały kępami stare, zapadłe doły torfowe.

— Piękny czas, ale widzi mi się, na spiekę1447 idzie — ozwała się któraś.

— Dobrze, co1448 wiater przechładza.

— Bo rano, barzej1449 on suszy niźli słońce.

— Dawno nie pamiętają tak suchego lata! — pogadywały stając do roboty na wyniesionych zagonach kapusty.

— Jak to wyrosła, już się poniektóre skłębiają na główki.

— Żeby jeno nie objadły robaczyska. Susza, to mogą się jeszcze rzucić.

— A mogą. Na Woli obżarły już ze szczętem.

— W Modlicy zaś wyschła do cna, musiały sadzić na nowo.

Poredzały1450 dziabiąc motyczkami ziemię i kopiasto obsypując grzędy, galancie1451 wyrosłe, ale i sielnie1452 zachwaszczone, mlecze bowiem szły w kolano1453, a kacze ziela i nawet osty puszczały się gęsto kiej1454 las.