— A jaki, co? Jaki?
— Wiem to jaki? Przyszedł i zaraz z progu pyta: kaj1481 Hanka? Powiedziałam i zarno1482 w te pędy1483 po was, no i tyla!
— Pytał o mnie! Niech ci Pan Jezus... Niech ci... — zaniesła1484 się radością.
Dojrzała go już z daleka, siedział z Rochem w ganku, a uwidziawszy ją wyszedł naprzeciw w opłotki.
Szła ku niemu coraz wolniej i coraz ciężej, chytając1485 się po drodze płota, gdyż nogi się pod nią gięły, brakowało tchu, dusiły łzy i w głowie miała taki mąt, co ledwie zdoliła wyjąkać:
— Ty żeś to! Tyżeś! — łzy zalały resztę słów nabranych radością.
— A ja, Hanuś! Ja! — przygarnął ją mocno do piersi, a przytulał z dobrością i z całego serca. Cisnęła się też do niego zgoła już bez pamięci, a jeno te szczęsne łzy spływały ciurkiem po twarzy zbladłej i wargi się trzęsły, dawała mu się w ramiona wszystka, kiej1486 to utęsknione dzieciątko.
Długo nie poredziła przemówić, ale cóż to mogła rzec i jak wypowiedzieć, co się w niej działo! Dyć byłaby klękała przed nim, dyć byłaby prochy zmiatała, więc jeno niekiedy rwało się jej z piersi jakieś słowo, padając kiej to ważne ziarno i kiej ten kwiat pachnący weselem i oroszony krwią serdeczną, a oczy wierne i oddane, oczy pełne bezgranicznego miłowania kładły mu się pod stopy kiej psy, zdając się na wolę jego i na jego łaskę.
— Zmizerowałaś się, Hanuś! — szepnął gładząc ją pieściwie po twarzy.
— Jakże... tylam przeniesła1487, tylam się wyczekała...