— Rocho mu na imię! Pietras1491, a chodźże i ty do ojca — podsadziła starszego, że jął się gramolić na ojcowe kolana bełkocąc cosik1492. Antek objął obydwóch z dziwną czułością.
— Robaki kochane, kruszyny najmilsze! Jak to już Pietras wyrósł, no, i po swojemu coś rajcuje.
— Przecie, a taki sprzeciwny, a taki zmyślny, dorwie się jeno bata, to zara trzaska i gęsi wygania — przykucnęła przy nich. — Pietras, powiedz: tata! powiedz.
Juści, co zamamrotał i nawet jeszcze więcej cosik gwarzył po swojemu, ciągając ojca za włosy.
— Józka, czemu się to na mnie boczysz? Chodźże — zauważył.
— A bo to śmię — pisknęła wstydliwie.
— Chodźże, głupia, chodź! — przygarnął ją tkliwie, po bratersku. — Tera1493 już me1494 we wszyćkim słuchaj kiej1495 ojca. Nie bój się, srogi la1496 ciebie nie będę i krzywdy ode mnie nie zaznasz.
Rozpłakała się dziewczynina żalnie1497, wypominając ojca i brata.
— Jak mi wójt pedział1498 o jego śmierci, to jakby me kto kłonicą zdzielił, jaże1499 me zamroczyło. Taki parob kochany, taki brat najmilejszy. I kto by się to spodział. Jużem sobie układał w głowie, jak się to grontem podzielim, nawet już o kobiecie la niego myślałem — wyrzekał cicho, z głęboką boleścią, jaże Rocho, aby odwrócić smutne myśle1500 od wszystkich, zawołał podnosząc się z miejsca:
— Dobrze wam gadać, a mnie już kiszki marsza grają.