Głęboka cichość szła górą nad ziemiami, rozpalone powietrze jaże1553 ślepiło1554 migotem, ziejąc takim skwarem, że skroś tych białawych, roztrzęsionych płomi1555 jeno1556 niekiej1557 przeleciał bociek ważąc się ciężko na omdlałych skrzydłach i zaziajane1558 wrony przefrunęły.

Skowronki śpiewały kajś1559 niedojrzane, niebo wisiało wysokie, rozpalone i czyste, że tylko gdzieniegdzie warowała na tych niebieskich polach jakaś biała chmurka, kieby1560 ta owca zbłąkana.

Zaś po ziemiach baraszkował suchy i gorący wiater1561, przewalając się jak pijany, czasem podrywał się z prześwistem, jaże1562 płoszyły się ptaki, albo gdziesik1563 przyczajony buchał z nagła we zboża i skłębiał je, mącił, wzburzał do dna i przepadał znowu nie wiada1564 kaj1565, a rozkolebane zagony długo jeszcze gędziły1566 i cichuśko, jakby się skarżąc na wisusa1567.

Antek przystanął pod lasem na ugorze i znowu się ozgniewał1568.

— Jeszczek1569 nie podorany! Konie stoją przez1570 roboty, gnój spala się na kupie, a ten ani się zatroszczy! A żeby cię! — zaklął ruszając pod borem ku krzyżowi na topolowej drodze.

Zmęczony się czuł, w głowie mu szumiało i kurz zapierał gardziel, przysiadł pod krzyżem w cieniu brzózek, ułożył na kapocie śpiącego Pietrusia i obcierając rzęsisty pot zapatrzył się we świat i zamedytował1571.

Słońce skłoniło się nad bory i pierwsze lękliwe cienie wyłoniły spod drzew, czołgając się ku zbożom. Bór cosik1572 gwarzył1573 z cicha czubami płonącymi w słońcu, a gęste podszycia leszczyn i osik trzęsły się jakby w zimnicy. Dzięcioły kuły zawzięcie i kajś1574 daleko skrzeczały sroki. Czasem między omszałymi dębami zamigotała żołna, jakby kto cisnął kłębkiem zwiniętej tęczy.

Chłód zawiewał z omroczonych, cichych głębin, tylko kajś niekaj1575 podartych słonecznymi pazurami.

Zalatywało grzybami, żywicą i rozprażonym bajorem1576.

Naraz jastrząb wyprysnął nad las, zatoczył krzyżem nad polami, ważył się chwilę i spadł kiej1577 piorun we zboża...