Zdało mu się, jakoby z tym wiatrem przewalał się po zbożach; jakby polśniewał mięciuśką, wilgotną runią traw; jakby toczył się strumieniem po wygrzanych piachach skroś łąk przejętych zapachem sianokosów; to jakby z ptakami leciał kajś1596 wysoko, górnie1597 nad światem i krzykał1598 z mocą niepojętą do słońca; to znowu jakby się stawał szumem pól, kolebaniem się borów, siłą i pędem wszelakiego rostu1599 i wszystką potęgą tej ziemi świętej, rodzącej w śpiewaniach i weselu. I sobą się wiedział, wszyćkim1600 się wiedząc zarazem, bo i tym, co się obaczy i poczuje, czego się dotknie i co się wyrozumie, ale i tym, czego nie sposób nawet pomiarkować1601, a co jeno1602 poniektóra dusza w godzinę śmierci przejrzy i co się w człowiekowym1603 sercu tylko kłębi, wzbiera i ponosi ją w jakąś niewiadomą stronę, i łzy słodkie wyciska, i nieukojną tęsknicą kieby1604 kamieniem przywala.
Szło to przez niego niby chmury, że nim co pojął, już inne następowały, już nowe i barzej jeszcze niepojęte.
Był na jawie, a śpik1605 sypał mu w oczy makiem i wodził kajś1606 ponad dole i stronami zachwyceń prowadził, że już w końcu poczuł się niby w czas Podniesienia, kiej1607 dusza gdziesik1608 się wzniesie i płynie klęczący na jakieś janielskie1609 ogrody, na jakieś nieba i raje pełne szczęśliwości.
Kwardy1610 był przeciek1611 i do tkliwości nieskory, ale w tych dziwnych minutach gotów był paść na ziem1612, przywrzeć do niej gorącymi ustami i obejmować cały ten świat kochany.
— Nic, jeno1613 me1614 tak powietrze rozbiera1615! — bronił się trąc oczy kułakiem1616 i srożąc brwie1617, ale bo to poredził1618 się przemóc, bo to mógł zdusić w sobie kuntentność1619, która go przepalała?
Na ziemi się bowiem znowu poczuł, na ojcowej i praojcowej grudzi, między swoimi, to i nie dziwota, co1620 radowała mu się dusza i każde bicie serca zdało się wołać na świat cały mocno i radośnie:
— Dyć1621 znowu jestem! Jestem i ostanę!
Prężył się w sobie, gotów dźwignąć się na to nowe życie, którym już szedł ociec, jakim przeszły dziady i pradziady, i tak samo jak oni pochylał bary, by wziąć ciężki trud i ponieść go nieulękle i niestrudzenie, aż póki Pietruś nie zastąpi go z kolei...
— Tak już być musi! Młody po starym, syn po ojcu, a posobnie1622, a cięgiem1623, dopóki Twoja wola, Jezu miłosierny — dumał surowo.
Wsparł głowę na rękach i pochylał nisko ociężałą głowę, gdyż nawiedziły go całą ciżbą przeróżne myśle1624 i spominania1625, zaś jakiś głos kwardy1626 i karcący, jak gdyby głos sumienia, jął mu prawić swoje gorzkie i bolesne prawdy, przygiął się przed nim i ukorzył wyznając się ze wszystkich przewin i grzechów...