— Hale, żeby me kto jeszcze obaczył! Dosyć mam już za dawne... — odrzekła twardo. Ale tak molestował, tak skamlał, że skruszało jej serce, zaczynało jej być żal.
— A cóż mi to nowego powiesz? po cóż to me wołasz?
— Czym ci to już taki całkiem cudzy1947, Jaguś?
— Nie cudzy, ale i nie swój! Nie w głowie mi takie rzeczy...
— Jeno przyjdź, a nie pożałujesz. Bojasz1948 się za smętarz, to przyjdź za księży sad, nie baczysz1949 to kaj1950? Nie baczysz, Jaguś?...
Jaże odwróciła głowę, takie pąsy na nią uderzyły.
— Nie pleć, dyć1951 mi wstydno... — zesromała1952 się wielce.
— Przyjdź, Jaguś, choćby do północka czekał będę...
— To poczekaj... — odwróciła się nagle i poleciała na kapuśnisko.
Patrzył za nią łakomie i przejęły go takie luboście1953 i takie płomia1954 wzburzyły krew, że gotów był lecieć za nią i brać ją choćby na oczach wszystkich... Ledwie się już pohamował.