Jął się był właśnie wyważania wielgachnego kamienia i prawił:
— Wyleżałeś się, odpocząłeś, to mi teraz możesz chałupę podeprzeć.
A wycinając krze tarniny, mówił ze szydliwym prześmiechem:
— Nie broń się, głupie! myśli, co mi się oprze! Hale! ostawie cię to, byś portki ozdzierało, co?
Zaś do kamionek odwiecznych rzekł:
— I was ruszę, ciężko gnieść się na kupie! Bruk z waju wyrychtuję kole obory, jak u Borynów!
A niekiedy nabierając oddechu ogarniał swoją ziemię miłującymi oczami a szeptał gorąco:
— Mojaś ty! Moja! Nikto mi cię nie wydrze!
I współczując tej biedocie zachwaszczonej, płonej, nieurodzajnej i opuszczonej, dodawał pieszczotliwie kieby2241 do dzieciątka:
— Poczekaj ździebko2242, sieroto, uprawię cię, napasę, wyceckam, że rodzić będziesz jak i drugie2243. Nie bój się, dogodzę ci, dogodzę.