— A bo to nie Dominikowe nasienie! — wykrzyknął ze śmiechem ktosik drugi, ale Grzela, któren go od samego początku pilnie obserwował, rzekł:
— Prawda, że haruje kiej2271 wół, ale trza by mu ździebko ulżyć.
— Juści, sam nie uradzi, trza by, wart tego! — przytwierdzali, jeno2272 co nikto2273 się nie pokwapił2274 na pierwszego, wyczekując, jaże sam poprosi.
Ale Szymek nie prosił, ani mu to w głowie postało, więc też któregoś dnia srodze się zdumiał dojrzawszy jakiś wóz jadący ku niemu.
Jędrzych powoził i już z dala krzyczał wesoło:
— Pokaż, kaj2275 mam podorywać! Dyć to ja!
Szymek dopiero po długiej chwili uwierzył oczom.
— Żeś się to ważył, no, spierą cię, chudziaku, obaczysz.
— A niechta! a jak me spierą, to już całkiem do ciebie przystanę.
— I sameś to umyślił mi pomagać?