— Widzisz go, będzie się z Nastusi prześmiewał!

— Prawdę mówię! I kazała pedzieć, co jutro do cię przyleci.

Zaczęła się nagle rzucać na łóżku i trwożnie wołać:

— Odpędź je, bo me2353 zatratują, odpędź! Basiuchny! Baś! Baś!

I jakby zasnęła, tak leżała spokojnie, Witek odszedł, ale zaglądał do niej co trochę. Spytała go niespokojnie:

— Czy to już połednie2354?

— Kole2355 północka być musi, wszystkie śpią.

— Prawda, ciemno! Wybierz wróble spod kalenicy2356, piszczą jak wypierzone!

Jął cosik2357 rozpowiadać o gniazdach, gdy zakrzyczała usiłując się podnieść.

— A gdzie siwula! Witek, nie puszczaj w szkodę, bo cię ociec2358 spierą!