Powóz odjechał, chłopi znowu się zwarli dokoła stołu rozumiejąc, iż zaraz rozpocznie się zebranie, ale przeszło dobre Zdrowaś2578, przeszedł może i cały pacierz, a naczelnik się nie pokazywał, jeno2579 z pisarzowych pokojów roznosiły się brzęki szkła, śmiechy i jakieś smaki wiercące w nozdrzach.
A że mierziło się2580 już czekanie i słońce przypiekało coraz barzej2581, to jaki taki jął się chyłkiem przebierać ku karczmie, aż wójt zakrzyczał:
— Nie rozłazić się! A którego zbraknie, ten się zapisze do sztrafu2582...
Juści2583, co się jeszczek2584 wstrzymali klnąc jeno2585 coraz siarczyściej a niecierpliwie spozierając na pisarzowe okna, bo ktoś je przymknął ze środka i zasłonił.
— Wstydzą się chlać na oczach!
— Lepiej, bo każden jeno grdyką robi, a po próżnicy ślinkę łyka! — pogadywali.
Z aresztu, stojącego w rząd z kancelarią, wyrwał się żałosny i długi bek, a po chwili wylazł stójka2586 ciągnąc na postronku sporego ciołka2587, któren2588 się opierał ze wszystkiej mocy, ale naraz grzmotnął go łbem, jaże2589 chłop rymnął na ziemię, zadarł ogona i pognał, ino się za nim zakurzyło.
— Łapaj złodzieja! Łapaj!
— A posyp mu soli na ogon, to się wróci!
— Jaki to zuchwały, uciekł z kozy i jeszczek ogon zadarł na pana wójta!