Sołtysi stanęli na czele swoich wsi, zaś wójt zasiadł za stołem, mając pobok2598 pisarzowego pomocnika, któren2599 przedłubując w nosie gwizdał na gołębie, co zestrachane gwarem porwały się z dachu krążąc roztrzepotaną białą chmurą.
— Mołczat’2600! — zakrzyknął naraz jeden ze strażników prężących się u proga.
Wszystkie oczy zwróciły się na drzwi, ale wyszedł z nich jeno2601 pisarz z papierem w ręku i wcisnął się za stół.
Wójt zatrząsł dzwonkiem i rzekł uroczyście:
— Zaczynamy, ludzie kochane! Cicho tam, Modliczaki! Pan sekretarz przeczyta niby o tej szkole! A słuchajta pilnie, bych2602 każden wyrozumiał, o co idzie!
Pisarz założył okulary i zaczął czytać z wolna i wyraźnie.
Czytał już może z pacierz wśród zupełnej cichości, gdy ktosik wrzasnął:
— Kiej2603 nie rozumiemy!
— Czytać po naszemu! Nie rozumiemy! — zerwały się mnogie głosy.
Strażnicy jęli2604 się pilnie rozglądać w gromadzie.