— Hale... inom za droga do służby. — Zaczęła się śmiać.

— Jak komu... mnie byś ta za droga nie była...

— I w polu robić bym nie robiła...

— Robiłbym ja za ciebie, Jaguś, robił... — szepnął ciszej i tak spojrzał na nią namiętnie, aż dziewczyna cofnęła się zakłopotana i już bez targu zapłaciła za czapkę.

— Sprzedaliście krowę? — zapytał po chwili opamiętawszy się nieco i wytchnąwszy z owej lubości, co mu jak gorzałka buchnęła do głowy.

— Kupili ją la księdza do Jerzowa. Matka poszła z organistami, bo chcą zgodzić parobka.

— A to my sobie choćby na ten kieliszek słodkiej wstąpimy!...

— Jakże to?

— Zziębłaś, Jaguś, to się ździebko ogrzejesz...

— Gdziebym zaś z wami szła na wódkę!...