— Nie gniewajcie się, to ja dam śliczne kuraski la2750 dzieci, nie? to może nici, igły, jakie wstążki? Nie! Może być bułki, karmelki, obarzanki albo jeszcze co? Ja mam wszystko. A może pan gospodarz kupi paczkę tytuniu? A może dać kieliszek fajnej gorzałki? Ja mam dla siebie, ale po znajomości. Na moje sumienie, tylko po znajomości!
Zakasłał się, jaże2751 mu ślepie na wierzch wylazły, a kiej2752 Antek zwolnił nieco kroku, chycił2753 się taczek i wlókł się poglądając2754 nań łzawie2755.
— Będzie dobry urodzaj, żyto już spadło — zaczął z innej beczki.
— A jak nie urodzi, też mniej płacą. Zawdy2756 na stratę gospodarzom.
— Piękny czas dał Pan Bóg, ziarno już suche — kruszył kłosy i pojadał.
— Juści, tak se2757 folguje2758 Pan Jezus, co już jęczmiona przepadły.
Pogadywali z wolna o tym i owym, aż zeszło na zebranie, o którym Żyd wiedział, bo rzekł rozglądając się trwożliwie dokoła:
— Wiecie, jeszcze zimą naczelnik zrobił kontrakt z jednym majstrem na postawienie szkoły w Lipcach. Mój zięć im faktorował2759.
— Jeszcze zimą? Przed uchwałą? Co wy też powiadacie?
— Może się miał pytać o pozwolenie? Czy to on nie dziedzic na swój powiat?