Przetarł oczy, całkiem pewny, jako2790 mu się przywidziało, ale nie, stojali2791 zaledwie o kilkanaście kroków od niego, zapatrzeni w siebie i dziwnie roześmiani.
Zdziwił się niemało nastawiając przy tym uszy, ale chociaż słyszał głosy, nie mógł jednak złożyć i wymiarkować2792 ani jednego słowa.
— Wracała z boru, on jechał i spotkali się — pomyślał, ale w tym oczymgnieniu ukąsiło go cosik2793 w serce, sposępniał i głuche, kolące podejrzenie zatargało kajś2794 we wątpiach2795.
— Nic drugiego, jeno się zmówili! — lecz dojrzawszy Jasiowe księże obleczenie i jego twarz taką jakąś świętą, uspokoił się odetchnąwszy z niezmierną ulgą, nie poredził2796 se2797 jeno2798 wyrozumieć Jagusi, dlaczego się tak była wystroiła2799 do boru? i czemu tak modrzały2800 jej ślepie roziskrzone? czemu jej tak latały czerwone wargi, a biło od niej taką radością? Obiegał ją wilczymi, głodnymi ślepiami, gdy wypinając się naprzód wzdętymi piersiami, podawała króbkę2801, z której Jasio wybierał jagody, sam jadł i jej wtykał do ust...
— Prawie ksiądz, a chce mu się zabawiać kiej2802 dzieciak — szepnął z politowaniem i wartko2803 ruszył ku domowi miarkując2804 sobie po słońcu, jako2805 musiało już być kole2806 podwieczorka.
— Póki nie tknę tej zadry, póty i nie boli! — myślał o Jagusi. — A jak to w niego łakomie patrzała, dziw go nie zjadła. A niechta, a niechta...
Próżno się jednak otrząchał, zadra i tak dolegała mu do żywego.
— A ode mnie to ucieka kieby2807 od tej zarazy. Juści2808, nowe sitko na kołek, szczęściem, co z Jasiem nic nie wskóra — rozjątrzał się coraz barzej — poniektóra to jak suka, poleci za każdym, kto zagwizda.
Leciał prędko, ale nie poredził2809 zgubić tych gorzkich wspominków, jacyś ludzie go wymijali, ani spostrzegł kogo; uspokoił się dopiero pod wsią, gdyż dojrzał organiścinę siedzącą nad rowem z pończochą w ręku, najmłodszy tarzał się przed nią w piasku, a stadko podskubanych gęsi szczypało trawę między topolami.
— Aż tutaj pani zawędrowała z gęsiami? — przystanął obcierając spotniałą twarz.