Najpierw zaszedł do Kłębów, gdyż siedzieli najbliżej, przez dróżkę jeno, w chałupie jednak nie zastał nikogo, a tylko w sieniach, wywartych2839 na przestrzał, cosik2840 zaruszało się w kącie, a jakiś głos zachrypiał:

— Dyć2841 to ja, Jagata! — uniesła2842 się rozkładając ręce ze zdumienia — Jezu, pan Jasio!

— Leżcie spokojnie. Chorzyście, co? — pytał troskliwie i przysunąwszy se2843 pieniek przysiadł blisko, ledwie rozpoznając jej twarz wyschniętą kiej2844 ziemia.

— Jeno2845 już Pańskiego miłosierdzia czekam — głos jej zabrzmiał uroczyście.

— Cóż to wam jest?

— A nic, śmierć se we mnie rośnie i na żniwo czeka. Kłęby me2846 ano przytuliły, bym se u nich pomerła2847, to pacierz mówię i wyglądam cierpliwie onej2848 godziny, kiej2849 kostucha zapuka i powie: pódzi2850, duszo umęczona.

— Czemuż do izby was nie przeniosą?

— Hale, póki nie pora, to co ta bede2851 im zabierała miejsce... i tak cielaka musiały ze sieni wyprowadzić. Ale mi przyobiecały, że na tę ostatnią moją godzinę to me2852 przeniosą do izby, na łóżko pod obrazy, i świecę mi zapalą... i księdza sprowadzą... a potem we świąteczne szmaty me przyobleką i pochowek sprawią gospodarski. Juści, dałam na wszystko... a ludzie poczciwe sieroty może nie ukrzywdzą. Niedługo przeciek2853 bede im tu zawalać, nie... i przy świadkach mi przyobiecały, przy świadkach.

— A nie przykrzy się wam samej? — głos mu nasiąkł żałością i łzami.

— Całkiem mi dobrze, paniczku. A mało to świata dojrzę se2854 przez drzwi? kto przejdzie drogą, kto gdziesik2855 zagada, kto i zajrzy, kto nawet rzuci to poczciwe słowo, że jakbym se po wsi wędrowała. A pójdą wszystkie do roboty, to kokoszki pogrzebią w śmieciach, gadzina2856 pochrząka za ścianą, pieski zajrzą, wróble wpadną do sieni, słońce ździebko2857 poświeci przed zachodem, a niekiej2858 wisus jaki ciepnie2859 pecyną i dzionek zleci, ani się człowiek spodzieje. A nocami też do mnie przychodzą, juści... a niejedne...