— Żaden. Ostajcie z Bogiem, a na zwiesnę do nas zajrzyjcie... — powiedziała prędko i poszła do matki, którą ujrzała z dala z organistami.
Boryna zaś powracał do Antka wolno, raz, że ciżba była, a drugie, że mu Jaguś cięgiem w myśli stała, ale nim doszedł, spotkał się z kowalem.
Przywitali się i szli w podle siebie milcząc.
— Skończycie to ze mną, hę? — zaczął ostro kowal.
— Niby z czym? Mogłeś mi to samo i w Lipcach powiedzieć. — Zły już był.
— Przecież już cztery roki czekam.
— Przybaczyłeś se dzisiaj! To se jeszcze poczekaj ze czterdzieści, kiej zamrę.
— Już i ludzie mi redzą, żeby do sądu podać... ale...
— Podaj. Powiem ci, gdzie skargi piszą, i na pisarza dam rubla...
— Ale se myślę, że po dobremu się zagodzimy... — skręcił chytrze.