— Nieprawda! nieprawda! nieprawda!
Ale przy kolacji uparcie patrzył w talerz, unikając matczynych oczów, i chociaż mówiono o śmierci Jagaty, nie wtrącał się do rozmowy, a jeno3248 cięgiem3249 matyjasił3250, przebierał w jadle, sprzeciwiał się siostrom, wyrzekał na gorąc w izbie i skoro tylko sprzątnęli miski, poniósł się3251 na plebanię — proboszcz siedział se na ganku z fają w zębach i cosik pilnie pogadywał z Jambrożem, obszedł ich z dala i spacerując kajś3252 pod drzewinami frasobliwie3253 medytował.
— A może to i prawda! Mama by sobie tego nie stworzyła.
Z okien plebanii lały się smugi światła na klomb, gdzie baraszkowały pieski warcząc na się przyjacielsko, a z ganku roznosił się grubachny głos.
— A jęczmień na Świńskim Dołku obejrzałeś?
— Słoma jeszcze ździebko zielona, ale ziarno już kiej3254 pieprz.
— Trza3255 by ci jutro przewietrzyć ornaty, na nic spleśnieją. Komżę i alby zanieś Dominikowej, niech Jagusia upierze. Ale kto to był po południu z krową?
— Któryś z Modlicy. Młynarz spotkał go na moście i próbował przeciągnąć do swojego byka, obiecywał go nawet dopuścić za darmo, ale chłop wolał naszego...
— Ma rozum, za rubla będzie miał profit na całe życie, przynajmniej krów się dochowa. Nie wiesz, Kłęby wyprawią to pogrzeb Jagacie?
— Przeciek ostawiła na pochowek całe dziesięć złotych.