Zobaczył ją dopiero nazajutrz na pogrzebie Jagaty, tak patrzała w niego przez całe nabożeństwo, jaże3300 litery skakały mu w oczach i mylił się w śpiewaniach, a kiej3301 ciało prowadzili na smętarz3302, to nie bacząc na groźne spojrzenia organiściny, szła prawie pobok3303 niego, że nasłuchując jej żałośliwych wzdychów topniał w sobie kieby3304 śnieg pod tym zwiesnowym3305 słońcem.
Zaś kiedy trumnę spuszczali do dołu i wybuchnęły lamenta, posłyszał i jej płacz rzewliwy, ale zrozumiał, co nie po umarłej tak szlocha, a jeno3306 z ciężkiej udręki zbolałego, pokrzywdzonego serca.
— Muszę się z nią rozmówić. — Postanowił wracając z pogrzebu, ale nie mógł się prędko wydostać na wolę3307, gdyż zarno3308 z południa zaczęli się zjeżdżać do Lipiec ludzie z dalszych wsi, a nawet i z drugich parafii na jutrzejszą pielgrzymkę do Częstochowy. Kompania miała wyjść rankiem, zaraz po solennej wotywie3309, to się z wolna ściągali napełniając drogi nad stawem wozami a gwarem, sporo też przychodziło na plebanię, że Jasio musiał siedzieć i załatwiać za proboszcza przeróżne sprawy, ale jakoś pod sam wieczór upatrzywszy sposobną porę wziął książkę i niepostrzeżenie wyniósł się na miedzę za stodołami, pod gruszę, kaj3310 nieraz siadywali wraz z Jagusią.
Juści, co ani tknął oczami książki, a cisnął ją kajś3311 w trawę i rozejrzawszy się po polach skoczył w żyta i chyłkiem, prawie na czworakach, przebierał się na ogrody Dominikowej.
Jagusia właśnie podbierała ziemniaki ani się spodziewając, że ktosik3312 na nią patrzy, raz po raz bowiem prostowała się ociężale i wsparta na motyczce, powłócząc smutnymi oczami po świecie, wzdychała długo i ciężko.
— Jagusia! — zawołał lękliwie.
Pobladła na płótno i stanęła kiej3313 wryta, zaledwie już wierząc własnym oczom, tchu jej brakło i ścisnęło pod piersiami, ale patrzała w niego kieby3314 w to cudne zwidzenie, a słodki prześmiech zatlił się na spąsowiałych z nagła wargach, rozmigotał się płomieniami i wybuchnął kiej słońce.
Jasiowi również rozjarzyły się oczy i miody zalały serce, nie dał se jednak folgi, milczał, a jeno3315 przysiadł na zagonie i patrzał w nią z dziwną lubością.
— Bojałam się3316, co pana Jasia już nigdy nie obaczę...
Kieby3317 pachnący wiater3318 zawiał z łąk i uderzył w niego, jaże3319 pochylił głowę, tak mu ten głos rozdzwaniał się w duszy prawie niepojętą szczęśliwością.