— A żeby im kulasy3394 poodpadały, żeby ich nie oszczędziła zaraza! — I zapłakała, z zaczerwienionych oczów polały się strugi gorzkich łez, a wszystkie rany duszy spłynęły jakby tą żywą, serdeczną krwią.
Ale Dominikowa nie bacząc na to jęła3395 ją bić, niby kijem, przypominkami wszystkich przewin i grzechów, nie darowała ani jednego, wypominając, co ją tylko żarło od dawien dawna i nad czym srodze bolała.
— To musi się już raz skończyć, rozumiesz! Tak ci już dalej żyć nie sposób! — krzyczała coraz zawzięciej, chociaż palące łzy ciekły jej spod szmat przewiązujących oczy. — Żeby cię mieli za najgorszą, żeby cię już wytykali palcami! Taki wstyd na moje stare lata, taki wstyd, mój Jezu — jęczała rozpaczliwie.
— I wyście pono za młodu byli nie lepsi! — trzasnęła ją złym słowem.
Stara tak się zaniesła gniewem, że ledwie już wybełkotała:
— Choćby świętemu, a nie przepuszczą!
Nie śmiała już się więcej pastwić nad nią, zaś Jagusia wzięła się prasować jakieś fryzki na jutro; wieczór szedł wiejny, szumiały drzewa, po niebie, zawalonym drobnymi chmurami, leciał księżyc, kajś3396 na wsi śpiewały dzieuchy3397, a jakieś skrzypki rzępoliły drygliwą wielce nutą.
Przed oknami rozległ się głos przechodzącej wójtowej:
— Jak wczoraj pojechał do kancelarii, tak i przepadł...
— Pojechał z pisarzem do powiatu jeszcze wczoraj na noc. Powiadał sołtys, jako3398 wezwał ich do siebie naczelnik — odpowiadał Mateusz.