— Jakże gadać? Ociec tyla dzisiaj sprzedaje, to muszą uważać, komu pieniądze na precenta dać...

— Macieju! Mówię wam, Macieju, że Pan Jezus...

— Komu Maciej, to Maciej, a tobie wara! Widzisz go, juchę. Za pan brat świnia z pastucha. — Ozeźlił się srodze.

A kowal, że to już po dwóch mocnych, nabrał rezonu i rzekł cicho:

— Ociec, powiedzcie to słowo: dacie czy nie?

— Powiedziałem: do grobu ze sobą nie zabierę, a przódzi ni morga nie popuszczę. Na wycug do waju nie pójdę... jeszcze mi miły ten rok abo i dwa na świecie.

— To spłatę dajcie.

— Rzekłem, słyszałeś?

— Za trzecią kobietą się oglądają, to co im ta znaczą dzieci — szepnął Jambroży.

— A bo i pewnie.