— Ani ja! Balował się, używał, a ty cierp za cudze! — pogadywali tak sfrasowani, jaże niejednemu płakać się chciało z markotności.
— Dawno miałem oko na niego i mówiłem, do czego to idzie, przekładałem, nie słuchaliśta3409 i tera3410 mata3411 bal! — dogadywał z rozmysłem stary Płoszka, pomagała mu Płoszkowa rozpowiadając, kto jeno3412 chciał słuchać.
— Wiecie, Antek już wyrachował, co3413 na wspomożenie pana wójta zapłacim po trzy ruble z morgi, ale za takiego przyjaciela nie żal i po dziesięć...
I tak te wiadomości przygnębiły ludzi, że mało wiela3414 poszło do kościoła, a jeno3415 radzili użalając się pospólnie, że pełno było w opłotkach, przed chałupami, a zwłaszcza nad stawem, na próżno się przy tym głowiąc, kaj zadział3416 tylachna3417 pieniędzy.
— Musieli go podebrać, nie sposób, aby tyla3418 sam jeden zmarnował.
— Pisarzowi zawierzał, a wiadomo, jakie to ziółko!
— Szkoda człowieka, nama3419 juści zrobił krzywdę, ale sobie najgorszą! — mówili poniektórzy co stateczniejsi, a na to wraziła między nich tłuste brzucho Płoszkowa i dalejże niby to żałująco wyrzekać i trzeć suche ślepie.
— A mnie żal wójtowej! Biedna kobieta, panią se3420 była i nos zadzierała, a teraz co! Chałupę wezmą, grunt przedadzą i na komorne pójść pójdzie chudzina, na wyrobek. I żeby se chociaż użyła!
— A mało to jeszcze wysmakowała dobrego! — wrzasnęła Kozłowa wtórując gorąco, jeno3421 na drugi sposób — używały se ścierwy kieby3422 jakie dziedzice. Co dnia jadły mięso! Wójtowa pół garczka3423 cukru kładła se3424 do kawy, a czysty harak3425 pili szklankami! Widziałam, jak zwoził z miasta półkoszki przeróżnych przysmaków. A z czegóż to im brzuchy spęczniały, przecież nie z postu!
Słuchali rozważnie, choć w końcu pletła już trzy po trzy, ale dopiero organiścina trafiła wszystkim do serca, nalazła się na wsi niby to przypadkiem i posłuchawszy rozmów rzekła od niechcenia: