Zamilkli nagle, wóz ruszył, a oni szli koło siebie nie wiedząc, co mówić, zmieszani dziwnie oboje.
— Wracacie to? — szepnęła cicho.
— Ino cię do młyna odprowadzę, Jaguś, bo tam w drodze woda wyrwę zrobiła.
— To dopiero ciemnica, co? — wykrzyknęła.
— Boisz się, Jaguś? — szepnął przysuwając się bliżej.
— Hale, bałabym się ta...
Znowu zamilkli i szli tak przy sobie, że biodro w biodro, ramię w ramię...
— A oczy to się wam świecą jak temu wilkowi... aże dziwno...
— Będziesz w niedzielę na muzyce u Kłębów?
— A bo to matka mi dadzą...