Uklęknął na środku izby, pochylił się przed obrazami, przeżegnał i wyszedł.
— Kto to? — zapytała Jagna zdziwiona.
— Wędrownik ci to święty, od grobu Jezusowego idzie... dawno go znam, już tu nieraz bywał i przynosił świętości różne... Jakoś ze trzy roki temu...
Nie skończyła, bo wszedł Jambroży, pochwalił Boga i usiadł przed kominem.
— Ziąb taki i plucha, że aże mi moja drewniana noga skostniała.
— Wam też po nocy i takim błocku łazić... nie siedzielibyście to w chałupie i pacierze se przepowiadali... — mruczała Dominikowa.
— Cniło mi się samemu, tom do dzieuch wyszedł i do ciebie, Jaguś, pierwszej wstąpiłem...
— Kostucha waszej dziewusze na imię...
— Z młodszymi hula, a o mnie całkiem zabaczyła!...
— Ale?... — zagadnęła Dominikowa pytająco.